Dziewczyna, możliwe była w moim wieku. Była właścicielką długich, falowachych włosów, które najpewniej były farbowane. Wyglądała na dość zadowoloną, a ja jak zwykle byłam oschła. Zresztą dla każdej nowo poznanej osoby jestem oschła i nieprzyjemna. Nagle Live zapytała się mnie:
-Lubisz grać w kosza?-zapytała, wychylając się by zobaczyć piłkę, która była trochę widoczna ponieważ plecak się trochę otworzył. Zastanawiałam się czy krzyknąć z entuzjazmem czy po ludzku odpowiedzieć.
-Ta...a ty?- Odpowiedziałam. Tak naprawdę we wnętrzu siebie krzyczałam "Kocham koszaaa!!!!"
Więc chyba lepiej wyjść na normalną, tym bardziej że jeszcze nikogo tu nie znam. I raczej z moim charakterem nikogo nie będę znała.
-Jest spoko.-odpowiedziała z uśmiechem na ustach. Byłam lekko zmieszana, gdyż normalni ludzie już by mieli skwaszoną minę. Popatrzyłam na nią z zaciekawieniem. Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdyż Live pożegnała się z uśmiechem i znikła w tłumie ludzi. Przez chwilę patrzyłam na ludzi, którzy mnie otaczali, ale i próbowałam dostrzec Live, która znikła. Po kilku sekundach stania jak ten słup soli, ruszyłam w swoją stronę. Szłam przez główną ulicę, lecz tłum ludzi i plastikowych lalek tak mnie przerażała, że weszłam jedną z bocznych uliczek i szłam bocznymi uliczkami by uniknąć natłoku ludzi.
Było to dość ryzykowne, lecz mam przy sobie nóż więc czułam się spokojnie. Teraz szłam powoli.
Dostrzegłam w oddali moje ukochane boisko. Było dość obskurne, cementowe. Obręcze i tablice były stare ale jeszcze na obręczach trzymały się łańcuchy. Całe boisko było ogrodzone wysoką siatką. Mało osób o nim wie i lepiej dla mnie. Moje kochane boisko. Zdjęłam bluzę, w której znajdował się nóż myśliwski. Wyjęłam z plecaka piłkę i po chwili już ją kozłowałam i słyszałam dźwięk odbijającej się piłki od asfaltu. Wykonywałam różne triki i z różnej pozycji ciała rzucałam do kosza. Nim się zorjętowałam było już ciemno a latarnie uliczne zaczęły się już zapalać. Znowu wracałam do domu, przez boczne uliczki. Twarz zakrywał mi kaptur, więc widać było tylko moje usta. Moja dłoń trzymała rękojeść mojego ulubionego noża. Usłyszałam nagle zduszony krzyk. Cicho ruszyłam w stronę niepokojącego dźwięku. Mocno ścisnęłam rękojeść noża, wyciągając go z kieszeni. Plecak zostawiłam pod tekturowym pudle. Wychyliłam się za rogu. Ukazała mi się dość typowa dla tych rejonów scena.
Dość muskularny facet trzymał za ramię kobietę. Potem jednak słyszałam jak zabluzgał i zaczął ją dusić. Teraz dopiero rozpoznałam dziewczynę. Była to Claudia. Na mojej twarzy zagościł uśmiech. Nawet nie wiem dla czego. Po prostu. Zaszłam mężczyznę za tyłu i jednym zgrabnym ruchem, nóż był idealnie pod tchawicą. Napierałam ostrą stroną ostrza na skórę.
-A teraz, ładnie i delikatnie puść tą dziewczynę...-wyszeptałam mu kokieteryjnym tonem głosu. Mężczyzna puścił Live.
-Teraz ładnie spadaj stąd.-powiedziałam nadal z serdecznym tonem głosu. Nieznajomy odsunął się od leżącej na kolanach Live. Nacięłam mu lekko skórę na szyi i pozwoliłam uciec. Nóż lekko ubrudzony krwią, wytarłam o rękaw bluzy. Założyłam plecak na plecy. Podeszłam do roztrzęsionej dziewczyny, podając jej dłoń i tym razem delikatnie ją podnosząc.
-D- dziękuję. ..-wyjąkła. Miała przestraszony wyraz oczu, lecz po tym co widziała to chyba mnie zacznie się bać
-Co ci sprowadza w te rejony?-zapytałam.
Live? Dziwna wena xd
poniedziałek, 8 lutego 2016
Od Claudii - Do Ivety
Wstałam dość gwałtownie, gdyż dziewczyna mocno pociągnęła mnie za rękę. Obejrzałam ją, próbując przypomnieć sobie, czy ją w ogóle znam. Mózg o tej godzinie odmawiał współpracy. Otrzepałam swoją bluzkę i spodnie.
- Sorry... - usłyszałam jeszcze, na co się zaśmiałam. - Co cię tak bawi? - zmrużyła oczy, pewnie uważając mnie za jakąś wariatkę czy coś.
- Wystarczyło powiedzieć raz. - odpowiedziałam, delikatnie szczerząc się w jej stronę. - Claudia. Ale mów mi Live. - dodałam, podając jej rękę.
- Iveta. - odwzajemniła niechętnie gest. Widać było grymas na jej twarzy, a ja nie chciałam się ''wpraszać'' do jej planów.
- Masz coś do zrobienia? - spytałam, by w razie czego nie krzyżować jej planów.
- Idę grać na boisko. - odburknęła krótko. W tej właśnie chwili dostrzegłam piłkę do koszykówki wystającą z jej plecaka.
- Lubisz grać w kosza? - zapytałam, łapiąc okazję.
- Ta... A ty? - spojrzała na mnie wyraźnie zaciekawiona.
- Jest spoko. - delikatnie się uśmiechnęłam.
Iveta?
- Sorry... - usłyszałam jeszcze, na co się zaśmiałam. - Co cię tak bawi? - zmrużyła oczy, pewnie uważając mnie za jakąś wariatkę czy coś.
- Wystarczyło powiedzieć raz. - odpowiedziałam, delikatnie szczerząc się w jej stronę. - Claudia. Ale mów mi Live. - dodałam, podając jej rękę.
- Iveta. - odwzajemniła niechętnie gest. Widać było grymas na jej twarzy, a ja nie chciałam się ''wpraszać'' do jej planów.
- Masz coś do zrobienia? - spytałam, by w razie czego nie krzyżować jej planów.
- Idę grać na boisko. - odburknęła krótko. W tej właśnie chwili dostrzegłam piłkę do koszykówki wystającą z jej plecaka.
- Lubisz grać w kosza? - zapytałam, łapiąc okazję.
- Ta... A ty? - spojrzała na mnie wyraźnie zaciekawiona.
- Jest spoko. - delikatnie się uśmiechnęłam.
Iveta?
Od Alive - Do Kogoś
Rano jak zwykle wsiadłam do swojego auta i pojechałam do stadniny. Była środa więc dziś nie miałam zminy w gabinecie... Zaparkowałam zamochód na parkingu i ruszyłam w stronę boksu Karmi. Karmi to klacz którą oswoiłam jak byłam na wakacjach, jest mustangiem... Karmi na mój widok wesoło zarżała i zastrzygła uszami. Dziś miałam lekcje z paroma osobami i nie mogłam teraz jej wziąść. Podeszłam do jej boksu i pogładziłam po czole.
- W nocy wyjedziemy w teren, obuecuje...-powiedziałam przytulając klacz. Wyszłam z stajni i czekałam na pierwszą osobę. Po chwili podszedł do mnie chłopiec i przywitał się.
- Którego mam wyprowadzić?- zapytał.
- Weż dziś Fortisa, wyprowadź go i wyczyść pomoge ci go ubrać.
Chłopiec wykonał moje polecenie i po paru minutach mogłam już ubrać Fortisa. Braian (ba tak nazywał się chłopiec) wsiadł na ogiera i ruszył stempem w stronę padoku... Stanęłam na środku i obserwowałam jeźca. Poprawnie przeszedł z stempa do kłusa i na odwrut... Po skończonych lekcjach i ogarnięciu koni wruciłam do Karmi. Był wieczur więc tak jak obiecałam wyprowadziłam ją z boksu... Po oporządzeniu dusiadłam kalcz i ruszyłyśmy galopem w stronę lasu... Jakoś tak w środku nocy zatrzymałyśmy się na dosyć wysokim wzniesieniu. Zsiadłam z klaczy i poluźniłam popręg... Spojrzałam w niebo i podziwiałam gwiazdy. Nagle Karmi zaczęła niespokojnie dreptać w miejscu. Zrozumiałam że coś jest nie tak. Dosiadłam klacz i prubowałam uspokoić, lecz nic nie działało. Karmi stanęła dęba a ja cudem się utrzymałam...
Ktoś??
- W nocy wyjedziemy w teren, obuecuje...-powiedziałam przytulając klacz. Wyszłam z stajni i czekałam na pierwszą osobę. Po chwili podszedł do mnie chłopiec i przywitał się.
- Którego mam wyprowadzić?- zapytał.
- Weż dziś Fortisa, wyprowadź go i wyczyść pomoge ci go ubrać.
Chłopiec wykonał moje polecenie i po paru minutach mogłam już ubrać Fortisa. Braian (ba tak nazywał się chłopiec) wsiadł na ogiera i ruszył stempem w stronę padoku... Stanęłam na środku i obserwowałam jeźca. Poprawnie przeszedł z stempa do kłusa i na odwrut... Po skończonych lekcjach i ogarnięciu koni wruciłam do Karmi. Był wieczur więc tak jak obiecałam wyprowadziłam ją z boksu... Po oporządzeniu dusiadłam kalcz i ruszyłyśmy galopem w stronę lasu... Jakoś tak w środku nocy zatrzymałyśmy się na dosyć wysokim wzniesieniu. Zsiadłam z klaczy i poluźniłam popręg... Spojrzałam w niebo i podziwiałam gwiazdy. Nagle Karmi zaczęła niespokojnie dreptać w miejscu. Zrozumiałam że coś jest nie tak. Dosiadłam klacz i prubowałam uspokoić, lecz nic nie działało. Karmi stanęła dęba a ja cudem się utrzymałam...
Ktoś??
OD Ivety
Nad swoim uchem usłyszałam przeciągłe "miaaaał''. Leniwie otworzyłam oczy i ukazał się mój kot Irys. Mam go dopiero od roku, lecz już zdążyliśmy już do siebie bardzo przywiązać. Jego przeciągłe ''miaaaał'', miało oznaczać iż chyba, raczej, na pewno chcę jeść a ja jak zwykle zapomniałam na noc włożyć mu do miski karmę.
-Tak, tak...J-już wstaję...-powiedziałam do Irysa *ta...gadam do kota*.
Kot zeskoczył z łóżka i czmychną w stronę kuchni. Westchnęłam. Spojrzałam na budzik, który ukazywał godzinę 9:47. Dziś sobota. Kocham ten dzień tygodnia, ubóstwiam wręcz. Wstałam leniwie z łóżka. Założyłam jakąś białą podkoszulkę i czarne spodnie. Zerknęłam za okno. Pogoda była śliczna. Promienie słoneczne wesoło przebijały się za korony drzew. Niebo było krystalicznie czyste i idealnie błękitne. Od czasu do czasu pojawiała się mała biała, zabłąkana chmurka, lecz po tym szybko znikała. Ptaki radośnie ćwierkały a z otwartego na oścież okna, wpadało rześkie powietrze. Włosy, nawet ich nie rozczesując, upięłam w wysoką kitkę. Nie bez powodu, przezywają mnie ''chłopczycą.-Zamiłowanie do koszykówki, szybkiej jazdy ścigaczem i nożami myśliwskimi. Coś specyficzna ze mnie osoba. Z kuchni dobiegło kolejne, głośne ''miał''. Ruszyłam do kuchni gdzie odszukałam karmy dla Irysa. Ruszał nerwowo ogonem, siedząc przy misce. Zawsze tak robi gdy się denerwuje lub niecierpliwi. Jest tak samo nerwowy jak ja, więc pasujemy do siebie. Nasypałam karmę do miski. Gdy Irys był zajęty swoim śniadaniem, ja szykowałam swoje. Zrobiłam zwykłe płatki. Gdy je zjadłam, poszłam się przebrać. Ubrałam się tak jak na trening, lecz teraz zamierzałam iść na zwykłe boisko i sama pograć. Czarna, krótka bokserka i szare dresy do tego buty Nike. Do tego założyłam jeszcze szarą bluzę.


Wzięłam plecach a do plecaka wsadziłam moją piłkę do kosza. Wybiegłam z domu, owiana już radością, że cały dzień spędzę na boisku. Biegłam na boisko, jak zwykle. Ciepły wiatr owiewał moje policzki. Biegnąc nie zauważyłam, osoby na którą wpadłam. No jak to ja...
-Uważaj jak leziesz!-warknęłam, utrzymując równowagę, myśląc, że to mężczyzna, którzy często tak robią by zwrócić moją uwagę na nich. Jednak gdy podniosłam wzrok ukazała mi się dziewczyna. Od razu się zmiarkowałam:
-Ugh...ja...przepraszam?-powiedziałam dość od niechcenia, lecz podałam jej rękę by wstała. Chwyciła delikatnie swoją dłoń, lecz ja nie znam pojęcia ''delikatność'' i mocno szarpnęłam by wstała.
Któraś z dziewczyn? XD
-Tak, tak...J-już wstaję...-powiedziałam do Irysa *ta...gadam do kota*.
Kot zeskoczył z łóżka i czmychną w stronę kuchni. Westchnęłam. Spojrzałam na budzik, który ukazywał godzinę 9:47. Dziś sobota. Kocham ten dzień tygodnia, ubóstwiam wręcz. Wstałam leniwie z łóżka. Założyłam jakąś białą podkoszulkę i czarne spodnie. Zerknęłam za okno. Pogoda była śliczna. Promienie słoneczne wesoło przebijały się za korony drzew. Niebo było krystalicznie czyste i idealnie błękitne. Od czasu do czasu pojawiała się mała biała, zabłąkana chmurka, lecz po tym szybko znikała. Ptaki radośnie ćwierkały a z otwartego na oścież okna, wpadało rześkie powietrze. Włosy, nawet ich nie rozczesując, upięłam w wysoką kitkę. Nie bez powodu, przezywają mnie ''chłopczycą.-Zamiłowanie do koszykówki, szybkiej jazdy ścigaczem i nożami myśliwskimi. Coś specyficzna ze mnie osoba. Z kuchni dobiegło kolejne, głośne ''miał''. Ruszyłam do kuchni gdzie odszukałam karmy dla Irysa. Ruszał nerwowo ogonem, siedząc przy misce. Zawsze tak robi gdy się denerwuje lub niecierpliwi. Jest tak samo nerwowy jak ja, więc pasujemy do siebie. Nasypałam karmę do miski. Gdy Irys był zajęty swoim śniadaniem, ja szykowałam swoje. Zrobiłam zwykłe płatki. Gdy je zjadłam, poszłam się przebrać. Ubrałam się tak jak na trening, lecz teraz zamierzałam iść na zwykłe boisko i sama pograć. Czarna, krótka bokserka i szare dresy do tego buty Nike. Do tego założyłam jeszcze szarą bluzę.
Wzięłam plecach a do plecaka wsadziłam moją piłkę do kosza. Wybiegłam z domu, owiana już radością, że cały dzień spędzę na boisku. Biegłam na boisko, jak zwykle. Ciepły wiatr owiewał moje policzki. Biegnąc nie zauważyłam, osoby na którą wpadłam. No jak to ja...
-Uważaj jak leziesz!-warknęłam, utrzymując równowagę, myśląc, że to mężczyzna, którzy często tak robią by zwrócić moją uwagę na nich. Jednak gdy podniosłam wzrok ukazała mi się dziewczyna. Od razu się zmiarkowałam:
-Ugh...ja...przepraszam?-powiedziałam dość od niechcenia, lecz podałam jej rękę by wstała. Chwyciła delikatnie swoją dłoń, lecz ja nie znam pojęcia ''delikatność'' i mocno szarpnęłam by wstała.
Któraś z dziewczyn? XD
niedziela, 7 lutego 2016
Iveta
IMIĘ: Iveta
NAZWISKO: Browed
WIEK: 19 lat
PŁEĆ: Kobieta
ZAWÓD: Pracuje jako mechanik ścigaczy a na boku dorabia jako trenerka koszykówki, którą kocha ponad życie.
APARYCJA: Jest to nadwyraz wysportowana dziewczyna. Posiada długie i szczupłe nogi, które są bardzo wytrzymałe i pozwalają jej na bardzo zwinny i szybki bieg. Posiada sylwetkę "osy" i ma szczupłą talię. Posiada czekoladowe włosy, które zazwyczaj upina w kucyka lub zaplata w luźnego warkocza. Posiada ciemną karnacje skóry, która Iv wogóle się nie podoba. Jej zielone oczy są pełne energii i często pojawiają się w nich małe iskierki. Nienawidzi się malować.
DOM: Blood Street 5
CHARAKTER: Jest to dziewczyna, której nie da się łatwo opisać. Jest ekscentryczna i można by powiedzieć, że posiada kilka twarzy.
Zacznijmy więc...
Jest to iście wredna i chamska istota, dla nowo poznanych osób. Nienawidzi "plastikowych kobiet", więc nie szczędzi im szyderstw, których ma w głowie pod dostatkiem. Nie lubi gdy ktoś się przechwala, bardzo działa jej to na nerwy. Jest z natury dość nie cierpliwą osobą, więc często ma napady gniewu. Jest zresztą bardzo nerwowa I nieokrzesana. Mało ją w życiu obchodzi. Ma wywalone na wszystkich i na wszystko. Nienawidzi dziewczyn typu: "Boshe! Jestem taka beznadziejna! Potne się i umrę!Świat bezemnie będzie lepszy!". Czasami gdy słyszy takie rozżalanie się nad sobą po prostu krzyczy: "To umieraj! Myślisz, że ktoś zauważy twoje zniknięcie!? Ha! To się mylisz! Umieraj sobie jeżeli chcesz! Droga wolna!". Użalanie się nad sobą uważa za litość, a litość za słabość. Więc ona litości nie posiada i ludzie czasami mówią, że nie ma uczuć. Po prostu nie umie ich okazywać, trzyma je w sobie. Często wstawia się za słabszymi, przez co często uczestniczy w bójkach, w których jest nawet dobra. Nie boi się ubrudzuć. Jest szczera do bólu i nigdy nie usłyszysz od niej kłamstwa. Sama jednak nienawidzi być oczukiwana, jeżeli ją oszukasz licz się z tym, że nie zapomni i napewno się zemści. Jest samowystarczalna i z wszystkim zazwyczaj radzi sobie sama. Uwielbia samotność i odpływanie w marzeniach. Jednakże nie pogardzi toważystwem czy imprezą. Kocha adrenalinę w żyłach i nigdy nie odpuszcza. Jest naprawdę zawzięta i jeżeli coś zacznie to musi to skończyć. Mimo tego obojętnego spojrzenia kryje się naprawdę opiekuńcza i miła dziewczyna, która mimo wszystko nie umie wyrazić swoich uczuć.
Jest buntowniczką i zawsze mówi otwarcie co jej nie pasuje. Nigdy o nic nie prosi. Potrafi pogardliwie potraktować jakiegoś gościa, który mógł by ją powalić jednym palcem, jednak nigdy nie odpuści zaczepki. Ma zamiłowanie do koszykówki i szybkiej jazdy na ścigaczach.
Nie łatwo zdobyć jej zaufanie bo nie ufa praktycznie niczemu i nikomu. Ma dość optymistyczne podejście do życia lecz śmiało można powiedzieć że można ją nazwać urodzoną sadystką. Jest zdolna do WSZYSTKIEGO, nawet do zamordowania. Zresztą walające się wszędzie flaki lub widok krwi lejącej się litrami, nie brzydzi ją. Przeciwnie - śmieje się psychopatyczne. Ma zamiłowanie także w nożach myśliwskich. Tak naprawdę jest ona bardzo bystrą i inteligentną dziewczyną.
Szanuj ją a ona będzie szanowała ciebie.
RODZINA:
~Matka- Serafina, nie żyje. Umarła na raka, gdy Iv miała 14 lat.
~Ojciec - Max, nie żyję. Umarł, dzień po 18 urodzinach Ivety.
PARTNER: Nigdy nie miała ręki do mężczyzn. Zresztą wątpie by ktoś pokochał taką dziwną dziewczynę...
INNE: Boi się pająków i tylko tego.
ZAINTERESOWANIA:
~Ma zamiłowanie do szybkiej jazdy na jej ścigaczu Yamaha R6
~Jej główną pasją jest koszykówka, w której jest nadwyraz dobra. Jest bardzo dobrą skrzydłową i charakteryzuje ją zwinność, szybkość i celność do kosza w każdej pozycji ciała.
GADŻETY:
~Jej ścigacz:
~Piłka do kosza:
~Jej kot Irys:
STERUJE: Natka2222 (hw)
Alive
IMIĘ: Alive
NAZWISKO: Smith
PRZEZWISKO: Mówią do niej jak chcesz jej to nie przeszkadza.
WIEK: 19 lat
PŁEĆ: Kobieta
ZAWÓD: Zajmuje się weterynarią ale dorabia sobie prowadząc lekcje jazdy konnej, a w wolnr dnu pracuje jako wolontariuszka w schronisku.
APARYCJA: Alive jest szczupłą, kobietą mierzącą 178 cm oraz ważącą ok. 55 kg. Jej włosy są... w sumie trudno je określić gdyż co tydzień zmieniają kolor jednego tygodnia są zielone a następnego mogą być już na przykład czerwone... Ma ona czaene oczy oraz doskonale uzupełniające całą reszte usta. Oprócz tego że co tydzień zmienia kolor włosów to się nie maluje...
DOM: [LINK]
CHARAKTER: Dziewczyna jest samo wystarczalna i samodzielna nie lubi jak ktoś wtyka nos w nieswoje sprawy. Nie lubi być w centrum uwagi i mieć przy sibie zbyt wiele osób. Dla obcych może wydawać się oschła i nieprzyjemna. Lecz jak ją lepiej poznasz zobaczysz że jest ona uczynna i miła oraz często się śmieje. Alive jest bardzo odwarzna i nie boi się ryzyka. Nie wie co to strach i zawsze trzyma na swoim. Jest dosyć uparta ale jak udowodnisz jej że się myli to przyzna ci rację... Jak jej podskoczysz to uwiesz szybko tego porzałujesz. Ona patrafi chować uraze latami i wyskoczyć z nią w najmiej oczekiwanym momęcie... Av jest szczera, ale jak powierzesz jej tajemnice to nigdy jej nie zdradzi nawet w obliczu śmierci... Dziweczyna nigdy nie kłamie zawsze mówi prawde nawet tą najboleśniejszą... Za przyjaciół dała by się pokroić. Zawsze stara się wszystkim pomagać . Nie jest natrętna i nie lubi takuh ludzi. Aby nie przedłużać powiem jeszcze tylko że ma swój gust i nie lubi zgapiać od innyh i nie lubi jak ktoś inny to robi.
RODZINA:
Klara Smith -mama, prowadzi stajnie w Francji
Scott Smith- prawnik mieszkający w Francji
Treg Smith- Starszy brat mieszkający u USA wraz ze swoją żoną Lou i córeczką Amy
Olivia Smith- siedemnastoletnia siostra Alive. Chodzi jeszcze do szkoły i mieszka z siostrą.
PARTNER: Nie ma i raczej mieć nie będzie...
INNE: Na dosyć siekawą bliznę na nodze, jest to chiński znak oznaczający radość. Kocha swojego konia i nie pozwoli by stała mu się jakakolwiek krzywda. Nie lubi monotonności więc często coś zmienia. Gra na gitarze i pianinie. Uwielbia robić ogniska i patrzyć na gwiazdy. Jak ty widzisz deszcz to ona widzi możliwość do tańca w nim. Ogulnie zachowuje sięnczasem jak dziecko i jest bardzo wesoła.
ZAINTERESOWANIA: Alive interesuje się jazdą konną i posiada swojego konia. Lubi pomagać dlatego jest wolontariuszką w schronisku... Uwielbua jeździć na desce oraz oglądaćnocne niebo. Ogulnie może robićwszystko byleby nie było to nudne...
GADŻETY: [LINK]
STERUJE: SINI
piątek, 5 lutego 2016
Claudia
IMIĘ: Ta znienawidzona przez cały świat istotka, nazywa się Claudia. Ma również drugie imię - Live.
NAZWISKO: Annistone.
PRZEZWISKO: Tak na marginesie - proszę nie zwracać się do niej inaczej, niż tylko Claudia lub Liv. Szczerze mówiąc częściej używa drugiego imienia, ponieważ o wiele bardziej się jej podoba.
WIEK: Heheszgi, czasem zachowuje się na mniej, wygląda na więcej, a tak na prawdę ma 20 lat ukończone 29 lutego.
PŁEĆ: Kobieta.
ZAWÓD: Z wykształcenia jest fotografką, dorabia tworząc plany, malując obrazy na zamówienie a w weekendy pracuje jako wolontariuszka w schronisku. APARYCJA: Live jest szczupłą, średniego wzrostu kobietą mierzącą 168 cm oraz ważącą ok. 56 kg. Jej włosy są szare, cały czas ten sam odcień, w którym zakochała się jeszcze jako nastolatka. Są naturalnie lekko pofalowane. Ma błękitne oczy, które dodają jej widocznie tajemniczości, i ''tego czegoś''. Przed farbowaniem była blondynką po jej matce. Karnacja, hm, powiedzmy, że po połowie - nie ma ona ani ciemnej karnacji, ani jasnej - gdzieś pomiędzy. Usta dość duże, delikatnie różowe. Lubi podkreślać je różowym błyszczykiem. Ma również duży tatuaż na plecach - wilka.
DOM: [LINK]
CHARAKTER: Claudia? Ha, ha. Co musisz pierwsze wiedzieć, nie jest typową blacharą, tępą, łatwą laską chodzącą na imprezy i tak dalej, bo wymienianie tego aż przyprawia mnie o drgawki. Ma swój własny, unikalny styl bycia, którego ściśle się otrzyma. Otóż, zawsze jest sobą, o czym musisz pamiętać, nigdy nie zmienia się dla jednej osoby i ma wyjebane na zdanie innych. Jest wyluzowana, ale i odpowiedzialna, ot co. Lubi nowe wyzwania, chociaż czasem boi się nowych rzeczy, długo zastanawia się nad tym, co zrobi. Słowa często rzuca na wiatr i w większości przypadków tego żałuje, mówi, co jej przyjdzie na język zamiast się zastanowić. Nie powiedziałabym, że Live jest samolubna - wręcz przeciwnie. Nie jest nieśmiała, ale czasem nie ma odwagi wyjść, powiedzieć czegoś lub coś zrobić, po prostu się boi. Szczera aż do bólu, usłyszysz o niej najprawdziwszą prawdę. Wydaje się być tajemnicza, i może czasami faktycznie taka jest, ale zazwyczaj jest otwarta na nowe znajomości, które oczywiście, nie polegają na sławie itp. Okropnie nienawidzi, gdy ktoś jest fałszywy. Jest rozmarzonym szaleńcem, do którego czasem realny świat po prostu nie dociera i zanurza się w swoich snach, zupełnie zapominając o całej reszcie. Ma ogromny dystans do siebie i poczucie humoru, nie obraża się za byle błahostkę. Jeśli jej na kimś zależy i ten ktoś ją urazi, nawet mocno, jest w stanie dać drugą szansę. Z drugiej strony, jest bardzo pamiętliwa i potrafi zapamiętać urazę z przeszłości baaardzo długo. Gdy poczuje się niechciana, niepotrzebna w towarzystwie - po prostu odchodzi bez słowa, co jest raczej jej wadą. Ma dużą skłonność do wpakowywania się w kłopoty. Potrafi być wredna, a nawet chamska, jeśli ją wkurzysz - bo ma bardzo słabe nerwy. Kiedy wyznaczy sobie jakiś cel, uparcie do niego dąży, nawet nie wiesz jak, w tym przypadku słowo 'bardzo' musiałoby być użyte. Kreatywna i pomysłowa, nowe pomysły szybko wpadają jej do głowy. Skrywa w sobie inteligencję, ale nie udaje głupiej, czy coś w tym stylu. Łatwo zdobywa zaufanie innych, ale nie oszukujmy się - jej zaufanie cholernie trudno zdobyć. Cały czas udaje inną - normalną, roześmianą dziewczynę, lecz w głębi serca jest całkowicie inna, niż sobie wyobrażasz. Jej życie składa się w sumie z samych potyczek i prób samobójczych, choć tego nie nigdzie nie uwzględniłam. Kilka razy otruła się tabletkami, jednak tylko sobie zaszkodziła, zamiast umrzeć, chciała też skoczyć z 10 pięter, lecz powstrzymał ją jej ''chłopak''. Cięła się również żyletkami, co jest dość widoczne na jej rękach, dlatego najczęściej je zakrywa. Ma wielki dystans do nieznajomych osób, choć tego po niej nie widać, zawsze może pomyśleć, że np. giniesz w płomieniach. Ta otóż dziewczyna nigdy nie lubiła się chwalić, jest skromna i zawsze uważa siebie za beztalencie i krytykuje samą siebie. Dajmy przykład, powiesz jej, że zrobiła ładny rysunek ''Gdzie ty widzisz tu coś ładnego? Przecież to do kosza''. Live również jest bardzo wrażliwa na cierpienie zwierząt, a kocha je ponad wszystko. Aby ją zrozumieć, musiałbyś chyba poznać ją lepiej.
RODZINA:
- Matka (Marry) *nie żyje* Była zarozumiała i chciała sama zaplanować przyszłość Claudii. Interesowały ją tylko pieniądze i kariera, zapominając, że Live ma też marzenia, duszę i to ona powinna decydować o swojej przyszłości.
- Ojciec (Jeremy) *nie żyje* Był bardzo inteligentnym i rozsądnym facetem. Claudia zawsze zastanawiała się, dlaczego właściwie ożenił się z jej matką. Zawsze pozostawiał jej wybór, mówił tylko, co według niego jest dobre, ale do niczego jej nie zmuszał. Mówił bardzo mądre rzeczy, które dużo zdziałały w życiu Live. Najbardziej przeżyła jego śmierć.
- Bracia (Zack i Harry) *również nie żyją, Live nie zbyt ich pamięta, umarli gdy była jeszcze dzieckiem*
PARTNER: Raz miała chłopaka, lecz dość szybko przekonała się, jaki był na prawdę. Uratował ją, gdy próbowała popełnić samobójstwo ale publicznie zdradził Claudię z premedytacją. Do tej pory odmawiała sobie wszelkich związków, lecz w głębi duszy bardzo chciałaby mieć znów na kim polegać.
INNE:
- Ma alergię na kocie futro
- Miała dwójkę rodzeństwa, lecz urodzili się niepełnosprawni i zmarli
- Ma blizny na rękach, bo cięła się żyletkami
- Próbowała popełnić samobójstwo (np. otruć się tabletkami, skoczyć z 10 piętra ;p)
- Urodziła się dokładnie 29 lutego, ale urodziny obchodzi 1 marca
- Panicznie boi się burzy i ma lęk wysokości
- Ma talent do rysowania oraz fotografowania, bardzo lubi śpiewać ale nie robi tego publicznie
- Nie ma zmysłu smaku
GADŻETY: -
STERUJE: Iza889
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
